Everest RUN

Everest RUN

Wspomnienie zwariowanego biegu w Warszawie

Everest run bieg po schodach, który jest realizowany w Hotelu Mariot na jednej z klatek schodowych zaczyna się z poziomu – 1 a kończy, na 41 piętrze wszystko trwa, 24 godziny ile jest, sił w nogach świeżości w głowie tyle można, wbiegać od 9 00 w sobotę do 9 00 w niedzielę

Kiedy słyszę, słowo Everest krew zaczyna, mi szybciej płynąc, pojawia się strach i ciekawość Od kilku lat chodzi, po głowie zmierzenie się z tą górą jednak wiem, że obecnie nie jestem jeszcze na to gotowy . Zawody Everest run umożliwiły symboliczne wejście na najwyższą górę świata poprzez pokonanie jej wysokości, czyli 65 pętli .
Moja rywalizacja zaczęła się o godzinie 12 w sobotę Pierwsza pętla spóźniłem się kilka minut więc zaczynam, wbiegać sam po paru pięter wywieszona kartka za 9 schodów skręć w prawo widzę, że nie którym się nudziło przed biegiem. Jak później się okazało kartki wywieszali Szerpowie ( wolontariusze ) ich pomoc w trakcie całego biegu była bardzo duża i jestem im ogromnie wdzięczny z całego serca za pomoc. Nigdy nie mogę, się zdecydować na wolontariat w biegu zawsze mnie nosi, kiedy widzę, że inni biegają a ja nie . Weseli w windach zawsze coś powiedzieli do nas, jakiś dowcip pytali jak nogi samopoczucie. Fajnie o Szerpach pisze w swej książce Monika Witkowska Everest. Góra Gór …” Szerpa to nie zawód, ale jedna z około stu nepalskich grup etnicznych. Inna sprawa, że od everestowej bazy w górę to akurat Szerpowie zmonopolizowali rynek w charakterze przewodników, tragarzy czy kucharzy, oni też zakładają liny poręczowe służące do asekuracji wspinaczy. Są naprawdę silni, a pomagają im w tym wyjątkowe predyspozycje do górskiej aklimatyzacji.
Nazwa „Szerpa” pochodzi z języka tybetańskiego a w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Ludzi ze wschodu” ( shar to „wschód” pa- „ludzie” ) Źródłosłów jest jak najbardziej uzasadniony, ponieważ protoplastami tego ludu byli mieszkańcy położonego w granicach dzisiejszych Chin regionu Kham, znajdującego się na wschód od centrum tybetu. „Więcej o Szerpach i wspaniałej górze przeczytacie w książce

Na 32 piętrze karteczka teraz zacznij mocniej i też tak robię kilka pięter meta, lecz tylko pierwszego podejścia do celu jeszcze 64 szt. Moje założenie przed zawodami 65 i do domu masz jeszcze morsowanie Przejście kilka kroków po odbiciu chipu a tam już tłok kilka minut czekania na zjazd windą . Jedni już zmęczeni 3 godziny na trasie ja świeży, choć tętno podskoczyło . Kilak słów do czekających jak ja na windę szybko mija kubek izo i jedziemy w dół . Jeden dwa trzy… dziesięć dziękuje więcej nie zabiorę nikt się nie kłóci tylko cierpliwie czeka na kolejną . Szybki zjazd w dół i po minucie jesteśmy na dole . Wybiegamy z niej i kolejna pętla dostrzegam, że jest, dużo fajnych karteczek rozwieszonych uśmiecham się i spokojnie co dwa schody myk ku górze . Kolejne wejście na górę a kolejka jeszcze większa przeliczam, czas wejścia poniżej 8 minut jest, ok tylko ze zjazdem wychodzi coś koło 20 minut, czyli tylko 3 wejścia na godzinę szybkie przeliczenie i wychodzi, że 65 wejść zrobię, po ponad 21 godzina co sprawi, że nie zmieszczę się w czasie. Podczas kolejnego wejścia słyszę, że po 20 jest już zdecydowanie mniej osób na schodach i zrobi się luźniej. Organizatorzy zareagowali na to szybko i uruchomili trzecią windę więc wszystko szybko się rozkorkowało . Spokojnie robi się 5 do 6 wyjść na godzinę. Podzieliłem, to sobie na odcinki czasowe 4-godzinne po każdym ma, usiąść i zjeść coś ciepłego .pierwsze 4 godziny wyszło 15 wejść więc jest super . Kolejny raz przeliczam wyjdzie, że po 17 godzinach koniec to jeszcze czas będzie, by przespać się chwile przed powrotem do domu . Zjadłem makaron z kurczakiem, który kupiłem rano przed przyjściem na start . Po 10 minutach odpoczynku byłem już na kolejnej pętli pierwsze dwie po posiłku wolniej, żeby się wszystko wchłonęło później już przyspieszyłem po kilku pętach lekkie znużenie senność oki jest na to rada coca-cola z plecaka kilka łyków po pętli i dalej w drogę i tak za każdy razem, gdy przechodziłem obok zostawionego plecaka na korytarzu. Wchodząc mijam ludzi robiących foty przeglądających podczas wejścia fb . Kolejne rozmowy ile masz jakie plany czy pierwszy raz startujesz w tym biegu . Czas mija, szybko kontroluje, by za szybko nie wchodzić wiem, że pewnie kryzys przyjdzie co to by było za ultra bez kryzysu Do drugiej przerwy, czyli po 8 godzinach jest, super tym razem posiłek był, od organizatora w restauracji, pyszne żal było wychodzić . Po kilku minutach ponownie na trasie i tu zaczyna się zabawa pierwsze zmęczenie senność i monotonia sprawia, że wyzwanie 65 pętli robi się ciekawsze niż odcięcie kuponu po kolejnym wejściu.

W głowie pojawia się myśl masz ciepło po paru minutach możesz napić się wody izo coś zjeść więc czego chcieć więcej . Jednak moje tempo wejścia spadło, nogi zakwaszone co kilka klatek mijam, kolejnych uczestników, którzy jak ja wchodzą, by zrealizować swój cel . Każdy ma inny, jednak wszystkich łączy to samo walka z samym sobą. Kiedy ktoś przepuszcza, mnie za każdym razem staram się obdarować go serdecznym uśmiechem to jest najlepsza zapłata na tych zawodach. Warto nie tracić uśmiechu na twarzy w końcu sam się tu zgłosiłem Patrzę na zegarek mija 10 godzina zabawy nogi zmęczone jednak dalej napieram i liczę kolejne wejścia ile to już za mną ile jeszcze do zrobienia, kiedy kolejna przerwa .Matemetyka Kolejna przerwa stała się faktem 12 godzin 48 wejść za mną . Tu pojawia się mały problem nie mam, już za wiele jedzenia, choć wydawało się ze zabrałem dość sporo tego wszystkiego. Poszedłem do restauracji coś zjeść tam już zamknięte więc ok wracam wyciągam to, co mam jem żel pije cole i do góry . Jednak czuje się bardzo słabo za mało energii .W takich chwilach zawsze trafia się ktoś, kto pomoże, jak się poprosi, i ja tak tez zrobiłem . Czekolada od razu wraca uśmiech i siła do pokonywania kolejnych pięter. Kartki, które dawały, radość już znam, na pamięć co na którym piętrze napisane. Ci sami ludzie wchodzący ze mną lub ja z nimi . Jest, już po północy spać się chce, jeszcze bardziej, za mało snu poprzedniej nocy. Perspektywa, że do końca zostało już tak niewiele napawa optymizmem pomimo bólu w udach łydkach . Znużenie też co chwila przypomina o sobie który to już raz mijam, znaczek wyjście ewakuacyjne piątro 23 już nie sposób, tego zliczyć. Jedyna myśl pozytywna jak teraz przechodzi mi przez głowę to fakt, że po zakończeniu pojadę do depozytów tam są mega kanapy i zasnę sobie na jednej z nich . Zostało, jeszcze 5 wejść robię, 2 może 3 minuty przerwy piję colę i ruszam, na ostatnie okrążenia euforia miesza, się z bólem, że kolejny raz poradziłem sobie z wyzwaniem, jakie przed sobą postawiłem . 63 widniej na monitorze, gdy odbijam, chip teraz już nic mi nie przeszkodzi, jeszcze dwa i koniec tej zabaw jak chomik, który wchodzi do kółeczka i biega sobie . Tak się czułem po 60 wejściach na górę, jak chomik, który robi sobie wybieganie w klatce . I jest, ostatnie wejście zaczynam, wolno pokonując każde piętro uśmiech jest coraz większy już nie ma bólu jest, radość a w głowie myśl co teraz wymyślisz wariacie, by się z tym zmierzyć. Koniec 65 raz wszedłem po schodach na szczyt hotelu Mariot zdobyłem przewyższenie porównywalne z Everestem jestem szczęśliwy zmęczony, spocony mijam, kolejne osoby z obsługi biegu dziękuje, im serdecznie mówię do zobaczenia za rok, bo już wiem, że chcę tu wrócić i jeszcze raz spróbować swych sił . Dlaczego ? Ponieważ jest super atmosfera ludzie otwarci uśmiechnięci rywalizacja sportowa a przy tym nie pada nie ma błota a zmęczyć też się można . Choć nie zastąpi to zabawy biegowej w górach to jest rodzajem dobrego treningu przed wchodzeniem na kolejne szczyty .

Dziękuje za możliwość udostępnienia zdjęcia Piotr Dymus

Passion Life Joy Jarek Brzozowski